Dzisiejsza wycieczka do Poznania to była totalna klapa! Mieszkanie, które oglądałem to totalna rudera… ogrzewanie piecykiem elektrycznym, przecież bym musiał sobie żyły wypruć żeby to opłacić, chyba kogoś tu po!@#$%o. No, ale OK. Farba odpryskiwała od ściany, okna drewniane, ale tak zaniedbane, że to się z pale nie mieści, a na dodatek jeden materac też wątpliwego pochodzenia (stanu wolałem nie sprawdzać) i rozlatujące się meble… Jednym słowem (w zasadzie trzema i jednym spójnikiem) SYF, KIŁA I MOGIŁA.
W wyniku owego niepowodzenia udałem się w kierunku Akumulatorów przy Rondzie Kaponiera. Znalazłem kilka ogłoszeń i umówiłem się na poniedziałek, bo oczywiście dzisiaj tym ludkom nie pasowało. I nie obchodzi ich, że jednorazowa podróż do poznania kosztuje mnie skromnego studenta od 20 do nawet 40 złotych + wydatki typu przemieszczanie się po poznaniu z jednego końca na drugi + dostanie się na dworzec w Kaliszu, a nie będę wspominał już o moich biednych nerwach. Oczywiście nie ma to jak mieć w dupie kogoś, kto ma 19 lat… sądzę jednak ze największym moim wydatkiem jest telefon zaledwie w ciągu kilku tygodni doładowałem go za jakieś 100 albo nawet 120 złotych (dobrze, że nie mam abonamentu)
P.S.
Szanowny Kolego Mikołaju
W odpowiedzi na dzisiejszy Telefon Szanownego Kolegi informuję, iż w najbliższy poniedziałek tj. 23 – 09 – 2007r. odwiedzę miasto Poznań. Wszelkich dodatkowych informacji będę w stanie udzielić Szanownemu Koledze dopiero w niedzielę wieczór.

1 komentarz:
Arafatkę takowego koloru posiadam i ja. A rurki z kremem? Nie lubię.
A mieszkanko, chociaż pokój - znajdziemy;)
Prześlij komentarz