czwartek, 28 lutego 2008

Doświadczenie

Data opracowania: 20.02.2008r

Prowadzący: Łukasz Kostecki

Obiekt Badań: Łukasz Kostecki

Status Obiektu: Bierny palacz, Pijący okazyjnie

Temat: Wpływ czynników zewnętrznych na stan fizyczny obiektu.

Obiekt badany był w swoim własnym środowisku.

Przebieg doświadczenia:

Obiekt o godzinie 20.00 pojawił się pod Supermarketem TESCO w celu zrobienia zakupów wraz z innymi obiektami płci obojga. Obiekt badań zakupił wraz z innym obiektem wspólnie 40% roztwór etanolu w szklanej butelce o pojemności 0,5dm3, koncentrat malinowy oraz sos tabasco. Po zrobieniu zakupów przez wszystkich członków wyprawy udał się z nimi do domu jednego z obiektów w celu konsumpcji zakupionego towaru. Konsumpcja następowała szybko a obiekty umilały sobie konsumpcję filmami i muzyką. Po dokonaniu konsumpcji wszystkie obiekty w liczbie niezmienionej udały się na przystanek tramwajowy skąd dojechali do centrum miasta gdzie znajdował się cel ich podróży tj. pub „al mirage”. Należy nadmienić iż Obiekt badań poruszał się płynnie bez problemów i z bardzo dobrym humorem.

Po wejściu do pubu i znalezieniu wolnych miejsc postanowili dokonać zakupu i konsumpcji tzw. piwa po którym obiektowi badań zaczęło się lekko kręcić w głowie. Po dłuższej chwili część obiektów dokonała zakupu fajki wodnej. Podczas okresu zmniejszania objętości tlenu w powietrzu zastępując go dymem z fajki wodnej obiekt badań zaczął się czuć o wiele gorzej. Po osiągnięciu stanu krytycznego stosunku dymu do powietrza obiekt badań poczuł mdłości i opuścił pomieszczenie w celu zaczerpnięcia Świerzego powietrza. Po pewnym okresie czasu Obiekt badań postanowił udać się w miejsce zamieszkania w celu odpoczynku. Dokonał tego idąc chwiejnym acz prostoliniowym krokiem.

Wnioski:

Czynniki zewnętrzne tj. wprowadzenie do organizmu dużej ilości Etanolu w bardzo krótkim czasie oraz obecność dużej ilości dymu w pomieszczeniu w którym znajduje się Obiekt może doprowadzić do krytycznej zmiany w jego nastroju oraz samopoczuciu.

Wnioski końcowe:

Nie mieszać dwóch czynników wpływających na układ nerwowy w tym samym czasie.

Podczas badania nie ucierpiało żadne zwierze.

niedziela, 9 grudnia 2007

Wielki powrót

No OK. To minęło… (niech policzę październik, listopad…) 2 miesiące i 8 dni od kiedy rozpocząłem studia. Tak, jest się czym pochwalić od pierwszego tygodnia przywitały nas kolokwia, średnio mamy ich 3 w tygodniu… normalka… Nudne jak cholera wykłady popchnęły nas młodych biologów ziemię tej soli, (czy sól tej ziemi… sam nie wiem co lepsze) ku zajmowaniu się w każdej wolnej chwili jakimiś bzdurami które pomogłyby nam w oderwaniu się od nudnej szarej rzeczywistości. I w ten oto sposób powstało równanie na kota, które ewoluowało w twierdzenie mikrofalowe kota, powstały także sugestie tematów naszych prac naukowych np. „wpływ tramwaju PST na kościec ludzki” (nikt nie chce brać udziału w badaniu) czy „wpływ taniego wina z Tesco na wątrobę studenta pierwszego roku biologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu” (badania trwają i rozwijają się prężnie, mamy co raz to więcej chętnych do badań). Innym idiotycznym pomysłem było przebieranie się i próba wystraszenia żula który to ulokował się na naszej klatce. Niestety podziałało na krótko… bardzo krótko (pocieszam się tylko tym ze nawet prawdziwi policjanci nie zdołali go wykurzyć raz na zawsze, siedzi do tej pory). My studenci biologii prześcigamy się również w tworzeniu co raz to nowszych sformułowań i wyzwisk (sformułowanie: rzucić się pod tory, wyzwiska: Twoja stara zapoznała się z treścią ulotki, skontaktowała się z lekarzem/farmaceutą, miesza bigos łokciem).

Ostatnio rzadko wracam do domu co oznacza że równie rzadko widuję się z Olą… A propos Oli mojej najukochańszej… Dostałem od niej wspaniały prezent mikołajkowy w postaci DUŻEGO kubka i takie cos gdzie się wkłada świeczkę i tak fajnie przez dziurki świeci (nazwijmy to lampionikiem…) w kształcie buta z Mikołajem…

Właśnie z Mikołajem, to nieodłącznie kojarzy mi się z tym, że zbliża się czas którego bardzo nie lubię i wcale nie jest to wielki post (choć tego też nie lubię i nie rozumiem jego sensu) są to natomiast święta bożego narodzenia… kiedy mały Łukaszek stał się Łukaszem dostrzegł, iż zamiast święta rodzinnego jest to święto cholernie komercyjne. Wkurza mnie to… Jest też inny aspekt tych świąt którego nie lubię są to rozmowy starszyzny rodowej czyli wszystkich którzy nie są moim kuzynostwem rodzeństwem i mną… Zawsze mnie o coś pytano a gdy chciałem odpowiedzieć zawsze wtrącał się ktoś inny… to nie jest miłe.

To sobie ponarzekałem… teraz dobre rzeczy. Mam świetnych znajomych ze studiów, są tacy zabawni, że nie da się przy nich nie mieć humoru.

Dotarłem tez do SKIPPu. I stworzyłem sekcję musztrowo – medyczną oto jej plan działania:

Głównym założeniem Sekcji musztrowo/medycznej jest wyćwiczenie praktyczne z zakresu musztry harcerskiej oraz pierwszej pomocy harcerzy działających w HKA SKIPP.

MUSZTRA HARCERSKA
- ćwiczenia z musztry będą miały nie tylko za zadanie zapoznanie harcerzy z regulaminem musztry, ale także będą uczyć Ich poprawnego i szybkiego wykonywania rozkazów co z kolei zastosowanie będzie mieć podczas ćwiczeń z pierwszej pomocy przedmedycznej, ćwiczenia musztry mogą pomóc wyłonić grupę reprezentacyjną HKA SKIPP.

PIERWSZA POMOC PRZEDMEDYCZNA
- ćwiczenia z Pierwszej Pomocy Przedmedycznej będą miały za zadanie zapoznanie się z obowiązującymi zasadami udzielania Pierwszej Pomocy Przedlekarskiej przy zachowaniu własnego bezpieczeństwa. Ćwiczenia Owe mogą okazać sie pomocne podczas organizacji białej służby podczas dużych imprez i okoliczności (SKIPPER).


PLAN PRACY SEKCJI (głównym założeniem jest przeszkolenie harcerzy do akcji SKIPPER 2008)

1. Skład apteczki, zadławienie, omdlenia, poparzenia i odmrożenia, pozycje (boczna, przeciwwstrząsowa itp.)
2. Użądlenia, ukąszenia, urazy
3. Krwotoki
4. Resuscytacja Krążeniowo Oddechowa (RKO)
5. ciała obce (rany)
6. zatrucia, epilepsja, atak serca, udar
7. motywacja oraz bieg

Podczas wszystkich zajęć pierwszej pomocy harcerz oswajany będzie z taktyką "Przede wszystkim moje bezpieczeństwo" zwaną niżej RWD oraz związane z tą strategią podchodzenie do poszkodowanego. Przez cały cykl ćwiczeń harcerz będzie powtarzał sposób wzywania pomocy lekarskiej oraz kontaktu z poszkodowanym przytomnym oraz nieprzytomnym.
Wszelkie ćwiczenia pierwszej pomocy wykonywane będą ze sztuczną krwią oraz przy użyciu wszelkich dostępnych środków poprawiających realizm pozoracji.

Ćwiczenia z Musztry odbywać będą się zgodnie z Punktami regulaminu musztry harcerskiej Związku Harcerstwa Polskiego.

SPORZĄDZIŁ
mł. Łukasz Kostecki

Dobra Ptaszki to by było na tyle… dobranoc…

P.S.

Kocham Cię kochanie moje najukochańsze pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza.

piątek, 21 września 2007

Brak słów

Dzisiejsza wycieczka do Poznania to była totalna klapa! Mieszkanie, które oglądałem to totalna rudera… ogrzewanie piecykiem elektrycznym, przecież bym musiał sobie żyły wypruć żeby to opłacić, chyba kogoś tu po!@#$%o. No, ale OK. Farba odpryskiwała od ściany, okna drewniane, ale tak zaniedbane, że to się z pale nie mieści, a na dodatek jeden materac też wątpliwego pochodzenia (stanu wolałem nie sprawdzać) i rozlatujące się meble… Jednym słowem (w zasadzie trzema i jednym spójnikiem) SYF, KIŁA I MOGIŁA.

W wyniku owego niepowodzenia udałem się w kierunku Akumulatorów przy Rondzie Kaponiera. Znalazłem kilka ogłoszeń i umówiłem się na poniedziałek, bo oczywiście dzisiaj tym ludkom nie pasowało. I nie obchodzi ich, że jednorazowa podróż do poznania kosztuje mnie skromnego studenta od 20 do nawet 40 złotych + wydatki typu przemieszczanie się po poznaniu z jednego końca na drugi + dostanie się na dworzec w Kaliszu, a nie będę wspominał już o moich biednych nerwach. Oczywiście nie ma to jak mieć w dupie kogoś, kto ma 19 lat… sądzę jednak ze największym moim wydatkiem jest telefon zaledwie w ciągu kilku tygodni doładowałem go za jakieś 100 albo nawet 120 złotych (dobrze, że nie mam abonamentu)

Z powodu moich niepowodzeń zauważyłem ze zaczyna mi opierdzielać, i to ciężko… Postanowiłem zbierać wszystkie ulotki, jakie mi ktoś ręczy w poznaniu i zebrałem niezła kolekcję. Na dodatek stwierdziłem, że sobie pofolgują i kupiłem sobie rurkę z kremem na deptaku, w końcu nie ma to jak smak z dzieciństwa i o dziwo nadal są tak samo smaczne jak kiedyś. Dokonałem także zakupu bardziej zimowego. Z racji ze nie lubię nosić szalików a mam piękną kurtkę moro i koszulę BW to pozwoliłem sobie na zakup „arafatki” oczywiście oliwkowo-czarnej, bo taka mi się podoba i jest użyteczna do kamuflażu leśnego i pięknie się komponuje z morem BW typu Fleccktan.


P.S.

Szanowny Kolego Mikołaju

W odpowiedzi na dzisiejszy Telefon Szanownego Kolegi informuję, iż w najbliższy poniedziałek tj. 23 – 09 – 2007r. odwiedzę miasto Poznań. Wszelkich dodatkowych informacji będę w stanie udzielić Szanownemu Koledze dopiero w niedzielę wieczór.

Z poważaniem Łukasz Kostecki

środa, 19 września 2007

at the end of day

Siedzę sobie nad ogłoszeniami wszelkiej maści w poszukiwaniu mieszkania i znalazłem jedno póki, co mam nadzieję ze coś w porządku i ze w piątek będę mógł powiedzieć, że mam gdzie mieszkać. Popijam sobie w między czasie ciepła herbatkę z miodem i cytrynką (czysto profilaktycznie) i rozmyślam nad dniem dzisiejszym, a mianowicie robię sobie rachunek sumienia, co było dobre a co złe… I na co mi to przyszło? Myślę, że mimo wszystko na dobre, bo informacja na koniec dnia typu „w piątek załatwiam mieszkanie” jest jak najbardziej pozytywna i moim zdaniem zakrywa moje złe samopoczucie związane z tym, że wszyscy w klasie mieszkanie już mają a ja nie, i że to spotkanie też było takie siakie, i to, że w popołudniowych poszukiwaniach nie znalazłem nic w sprawie mieszkania.

Zapytacie zapewne, co mi się nie podobało w spotkaniu klasowym… Cóż, przyznam się, że wyobrażałem sobie to trochę inaczej i w pewnym momencie się poczułem jakby mnie tam nie było, gdyż wszyscy rozmawiali ze sobą, tylko nikt nie rozmawiał ze mną. Powiecie zapewne ze siedziałem i się nie odzywałem. Nie dawano mi możliwości dojścia do głosu. Sytuację ratowali, co prawda Bartosz i Piotrek, za co panowie chwała Wam, ale to był moment gdyż zawsze ktoś się za przeproszeniem wpieprzał w rozmowę. Dopiero pod koniec, gdy już się trochę rozluźniła atmosfera porozmawiałem z koleżankami, które również będą studiować w Poznaniu. Koło godziny 20 zaczęliśmy się rozchodzić część poszła do „Bachusa” część do „Da Grasso” a ja pomaszerowałem do domu bo nie miałem siły i męczyło mnie to ze ja tam siedzę, a rzecz obecnie priorytetową (poza Olą moją kochaną) czyli szukanie mieszkania leży odłogiem.

Jak się dalej sprawy potoczyły to wiecie. Mieszkanie umówione, herbata w tym czasie wypita i teraz tylko mi zostało iść spać, bo umówiłem się ze będę robił jutro za szofera mimo ze nie mam samochodu… (ja mam tylko prawko)

Więc jakby to powiedział Czesio z „Włatców Móch”… >DOBRANOC<

sobota, 15 września 2007

poranek muzyczny

Więc udało się do piosenek, które zamieściłem wcześniej dodaliśmy muzykę, zapytacie pewnie, dlaczego „dodaliśmy”, a odpowiedź jest prosta, pomógł mi w tym wirtuoz gitary, śpiewak wybitny acz niedoceniony… SŁONEK! Tak szanowni państwo ten koleś ma talent… mniejsza jednak z tym, obecnie zastanawiam się jak to rozprowadzić po środowisku Harcerskim. Racja, nie wspominałem jeszcze o tym ze jestem harcerzem, ALE… jestem nim i jestem z Tego dumny. Prawda, że rzeczywiście zbyt wybitny to ja nie jestem, nie jestem jakiś tam harcmistrzem, drużynowym czy komendantem. Jestem zwykłym szaraczkiem z jednym petem na pagonie bez Pagonu wędrownika. Nie mam tez zbyt wybitnej historii harcerskiej, gdyż jestem nim zaledwie 2,5 roku, ale to nie jest wymówka.

Wracając do tematu, mamy już muzykę i można powiedzieć ze plan wprowadzenia całości w życie harcerskie, może uda nam się do tego wykorzystać kogoś bardziej uzdolnionego muzycznie… na pewno ktoś się znajdzie. Nowe perspektywy widzę też w moim wyjeździe do Poznania, gdzie może w harcerskich kręgach studenckich będzie to łatwiej przyswajalne…

A może ktoś jest chętny?

poniedziałek, 10 września 2007

jakieś nieporozumienie...

Siedzę sobie w moim nowym szlafrock... shlafrok... to się chyba pisze szlafrok (przynajmniej tak jest w WORDZIE), który dostałem dzisiaj na imieniny, popijam dwojniaczkiem i zacząłem rozmyślać nad tym na co ostatnio zacząłem zwracać uwagę przy okazji owej niekorzystnej aury za oknem... A mianowicie zauważyłem bardzo dziwną skrajność w postępowaniu niektórych kobiet i dziewczyn...

Kochanie, jeżeli to czytasz i zaczynasz się denerwować to nie przejmuj się. Uwagę moją w tym kierunku pokierowała mama. I przeczytaj całe na pewno Ci się to spodoba...

Wracając do tematu, zauważyłem, iż kobity czy też dziewczyny, mimo że jest im najwidoczniej zimno, o czym świadczy kilka warstw swetrów jakiś golf dziergany na drutach i kurtka, zakładają mini spódniczki i ewentualnie, choć rzadko cieniutkie rajstopki albo kabaretki zwane w niektórych kręgach burdelówkami, już mniejsza z tym, jak zwał tak zwał, ale na Boga przecież to przeczy wszelkiemu racjonalnemu podejściu, jeżeli jest mi zimno to nie zakładam kąpielówek i tysiąca swetrów na siebie, bo i tak mi będzie zimno. Koniec końców każdy rozsądny człowiek (dla wiadomości niektórych mam na myśli także kobiety) wie, że przewianie nóg łatwiej może doprowadzić do chorób, a nie wspomnę o narządach płciowych, które również bardzo są narażone na przeziębienia (szczególnie w okresach jesieno-zimowych kiedy nasza odpornosć spada), a przeziębienie pęcherza, zapalenie dróg moczowych, albo rozrodczych to ponoć bardzo nieprzyjemna sprawa. A przyznam się, iż nie wierzę, aby któraś z tych wypindrzonych blond farbniętych niuń (HOKÓW) miała jakieś ciepłe reformy czy odpowiednio ciepłe majtki (niektórym kobietom też to ponoć nie grozi)…

Może ktoś stwierdzi, że się nie znam, bo jestem facetem jednakże gdybym miał nosić kilt (przyznam się szczerze, iż chciałbym kiedyś taki na się włożyć) to zimą dbałbym przynajmniej o swoje klejnoty rodzinne zakładając kilka par majtek plus getry.


Reasumując, miło byłoby gdyby mnie ktoś oświecił i powiedział dlaczego tak się dzieje, i nie będzie mnie trzymał w nieświadomości. Jestem gotów na przyswojenie sobie tej wiedzy, jeżeli oczywiście będą to potwierdzone dane a nie stwierdzenie „bo tak”…

piątek, 7 września 2007

wieczór autorski...

Napisałem wczoraj wieczorem 2 piosenki... i tak myślę że ta druga jest dużo lepsza, bardziej poetycka, więcej w niej symboli, ale to już zostawiam Waszej ocenie...

Moc Watry

Gdy zapada zmrok to nie przejmuj więcej się

Bo przyświecać będzie Ci wędrowniczej watry blask

I choćbyś zwątpić miał to Ognisku przypatrz się

W nim zobaczysz wielką moc, co rozproszy każdy cień


Ref.

Znajdź symbole w nim, które poprowadzą Cię

Rozwiń ducha i intelekt, lecz i przy tym ciało ćwicz

Innym ludziom służ, szukaj miejsca w świecie tym

Zwalczaj wszelkie swe słabości nad sobą pracując


Gdy za parę lat znów Ci przykro zrobi się

To zaśpiewaj tę piosenkę, która niesie ważną treść

I spójrz w ogień znów, który na ramieniu masz

Wspomnij żeś jest wędrownikiem i rozpromień swoją twarz


Ref.

Znajdź symbole w nim, które poprowadzą Cię

Rozwiń ducha i intelekt, lecz i przy tym ciało ćwicz

Innym ludziom służ, szukaj miejsca w świecie tym

Zwalczaj wszelkie swe słabości nad sobą pracując


Latarnia

Tyś jest ogniem najjaśniejszym

Co rozprasza mrok

Drogę wskazuj ludziom biednym

Rozjaśń zamroczonym wzrok


Ref.

Spalaj się latarnio, lecz nie wypal się

Obok są strażnicy ognia, którzy podtrzymają Cię


Niech polana, Twe filary

Nigdy nie spopielą się

By ich nigdy nie rozwiewał

Mroźny podmuch z duszy Twej